Podobno studia to najlepszy okres w życiu człowieka. Więc co mi tak szkodziło. Podeszłam do egzaminu na studia. Moim znajomym, rodzicą z resztą też, szczeny opadły kiedy dowiedzieli się, że wybieram się na medycyne. Sama nie wiem czemu akurat to. Co mnie podkusiło to nie wiem. Nie, właściwie to była moja przyjaciółka Sabina. Z gupa poszłam i napisałam. Zdziwienie moje było ogromne, kiedy dowiedziałam się, że przeprowadzka do Katowic będzie nieunikniona bo się dostałam. Można powiedzieć, że się załamałam, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Byłam świadoma tego, że będe musiała się dużo uczyć i to nawet po nocach i z studenckich czwartków raczej nici. Ale od dziecka chciałam grzebać w człowieku i przykładałam się do biologii.
No i w końcu przeprowadziłam się do Katowic. Jedna strona była tego dobra, jeśli nie najlepsza. Stąd było niedaleko do Jastrzębia - Zdrój. Nie ukrywam, od lat byłam zapaloną fanką siatkówki. Usiłowałam coś grać, ale jak zwykle mi nie wychodziło. Biedna ja. No ale trudno.
-To już ostatnie. - powiedziała Sabina kładąc na podłodze jak powiedziała ostatni karton z naszymi rzeczami.
Stałam pośrodku naszego nowego mieszkania. Nowa droga, nowe znajomości i kto wie, może poznam jakiegoś przystojnego doktorka. Uśmiechnęłam się w duchu. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
-To dobrze. - odpowiedziałam i zabrałam się do wypakowywania rzeczy.
-Jutro mecz. Pamiętasz? - zapytała siadając na kanapie.
-Pamiętam. - uśmiechnęłam się do niej. - Nasz pierwszy.
-Wiesz, że zawsze wolałam Skre. - przyznała, a ja pokiwałam głową. - No ale Jastrzębskim nie pogardzę.
Zaśmiałam się.
-No co? - zapytała.
-Nie, nic. - uśmiechnęłam się i wróciłam do wypakowywania rzeczy.
Po kilku godzinach, kiedy robiło się ciemno, wyszłam ze swojego pokoju i udałam się do małej kuchni. Włączyłąm wodę na herbatę i stanęłam w drzwiach lodówki, opierając się o nie jedną ręką. Wybór był naprawdę trudny. Kanapka z serem, czy samym masłem. Nic innego nie miałyśmy w lodówce.
-CO tak stoisz? - nawet nie zauważyłam kiedy obok pojawiła się Sabina.
-Nie mogę się zdecydować.
Dziewczyna stanęła obok mnie i zaśmiała się cicho.
-Weź ser. - powiedziała.
-Masz rację. To właśnie na to mam ochotę tego wieczoru.
Zrobiłam sobie kanapki oraz herbatę i usiadłam ze swoją kolacją na krześle, któe znajdowało się na tarasie. Zamknęłam oczy i poczułam jak zimne powietrze otula mą twarz. Powoli zaczynał się maj. Cudowyny miesiąc, ale jak na niego było dość zimno. Szybko wpałaszowałam swoją kolacyjkę i wróciłam do mieszkania zamykając drzwi balkonowe. Pozmywałam po sobie.
Mecz okazał się pomyślny dla Jastrzębian. Wygrali z Resovią 3:2. Mecz okazał się niesamowitym widowiskiem i bardzo dobrze się na min bawiłam. Już wtedy wiedziałam, że na pewno powrócę jeszcze na tą halę szybciej niż myśle...
_______
I o to prolog moich wypocin. Mam nadzieję, że się podoba. Rozdziały będe dodawać raz w tygoniu najprawdopodobnie w piątki i posatam się pisać je dłuższe. Pozdrawiam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz