piątek, 4 października 2013

Rozdzial 1

   Około 5 lat później...

   Kto by pomyślał, że dziś będe jedną z najlepszych studentek na roku, będe chirurgiem i właśnie będe robić specjalizację z ortopedii. Sama w to nie wierzyłam. Wiele pracy włożyłam w studia i chciałam skończyć je z jak najlepszym wynikiem. Sabina nie radziła sobie gorzej. Również jest chirurgiem, ale transplantologia to jej dziedzina.
   Odbywam specjalizacje w jednej z Katowickich klinik razem z Sabiną. Byłam odziana w biały fartuszek i siedziałam na krześle w pokoju lekarskim. Uzupełniałam właśnie papiery dotyczonce wypisu jednej z moich pacjentek kiedy do pokoju wleciała Sabina.
-Hej. - powiedziała i nalała sobie wody.
-Cześć. - uśmiechnęłam się do niej i wróciłam do papierów.
-Skonsultujesz mi pacjenta? - zapytała.
-Pewnie tylko to skończe. - powiedziałam nie odrywając się od pisnia.
-Kiedy kończysz prace?
Spojrzałam na zagarek.
-Za dwie godziny.
-Może zyskoczymy gdzieś na obiad?
-Pewnie. - wreszcie skończyłam i odłożyłam długopis. - Idę do pacjentki i wracam do ciebie.
Opóściłam dość przytulny pokój i ruszyłam w stronę sali numer 202. Kiedy już prawie dochodziłam zadzwonił telefon. Przez te wszystkie lata zdąrzyłam załapać, że powinnam go odebrać.
-Halo. - powiedziałam.
-Tu przemek. - powiedział dobry kolega. - Potrzebujemy cię na SOR. Mężczyzna z wypadku.
-Już idę. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Złożyłam papier na pół i popędziłam po schodach na sam dół kliniki na tzw. Szpitalny Oddział Ratunkowy (skrót: SOR).
-Co się dzieje? - spytałam kiedy weszłam przez drzwi.
-Mężczyzna 24 lata. Prowadził auto i ktoś w niego wjechał. Podejrzenie złamania prawej ręki i lewej nogi. Ciśnienie w normie. Pacjent nieprzytomny.
Podeszłam bliżej i poświeciłam latarką po jego oczach. Reagowały.
-Rendgen ręki, nogi i głowy. A i proszę pobrać krew na podstawowe badania. - powiedziałam.
Ściągnęłam rękawiczki i odeszłam trochę na bok, aby mogli wyjechać łóżkiem. Podeszłam i założyłam pacjentowi kartę. Powoli zaczynałam ją uzupełniać.
-Co o tym myślisz? - zapytał Przemek.
-Na moje oko to nic poważnego. Ale musisz to skonsultować z ordynatorem, albo kimś bardziej doświaczonym.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Wiesz kto to jest? - zapytał po chwili.
-Nie. A powinnam? - popatrzyłam na niego.
-To ty jesteś specjalistką od siatkówki.
Spojrzałam na niego pytająco, ale on tylko się uśmiechnął i wyszedł. Pokręciłam zrezygnowana głową i wróciłam do uzupełniania papierów. Imię i nazwisko. Utchnęłam. Nie mogłam tego uzupełnić nie wiedząc kim On jest. Wyszłam z sali.
-Przepraszam. Szukam doktora Ordy. - powiedział mężczyzna nagle wyrastając przede mną.
-Agnieszka Orda. W czym mogę pomóc? - podałam mu dłoń.
-Zbyszek Bartman. Ja chciałbym się zapytać co z moim przyjacielem. Przywieziono go tu przed chwilą.
-Z wypadku? - zaczynałam sobie wszystko jakoś łączyć w całość.
-Tak. - powiedział.
-Pan zdaje się nie z rodziny. - spojrzałam na niego uważnie.
Pokręcił głową.
-Nie mogę udzielić panu żadnych informacji. Przykro mi. - powiedziałam.
-Nie da się zrobić małego wyjątku.
-Niestety nie. - powiedziałam i odeszłam od Bartmana.

   -Wyniki Kubiaka. - Przemek podał mi kilka kartek papieru.
-A zdjęcie masz? - zapytałam, a on mi je podał. - Złamana ręke z przemieszczeniem. - powiedziałam oglądając. - Ale na szczęście noga tylko skręcona.
-Co chcesz zrobić? - zapytał również się przyglądając.
-Poproszę doktora Jabuba o konsultacje, ale wydaje mi się, że to złamanie operacyjne.
-Wiesz co to dla niego oznacza. - popatrzył na mnie.
-Zrobię wszystko żeby mógł wrócić do siatkówki.
Wzięłam zdjęcie i ruszyłam do gabineru ordynatora. Zapukałam do drzwi. Kiedy usłyszałam "Proszę" weszłam do środka.
-Można? - zapytałam.
-Pewnie Aga siadaj. - usiadłam i podałam mu zdjęcie Michała.
-Operacyjne. - powiedział po chwili. - Chcesz mi asystować?
-Oczywiście. - powiedziałam. - Jest tylko jedem mały problem.
Ściągnął okulary i uważnie mi się przyjrzał.
-On jest siatkarzem. - powiedziałam. - I to dość znanym.
Ordynator pokiwał głową.
-Zrobimy wszystko co w naszej mocy. - powiedział z uśmiechem. - A teraz leć przygotować blok i się myć.
-Oczywiście. - uśmiechnęłam się i opóściłam jego pokój.

  Przygotowywałąm się do operacji. Dokładnie umyłam ręce i patrzyłam przez szybę jak anestezjolog przygotowywuje pacjenta do operacji. Ślepo byłam zapatrzona w obraze. Po raz pierwszy od rozpoczęcia mojej przygody z medycynom.
-Pani doktor. - powiedziała pielęgniarka. - Pacjent już gotowy.
-Dziękuje. - powiedziałam. -Czekamy jeszcze na ordynatora.
Ona tylko pokiwała głową, a ja dokończyłam mycie rąk. Weszłam na blok i założyłam fartuszek oraz rękawiczki. PO chwili pojawił się ordynator...

____
Kolejny rozdział w poniedziałek 7 października 2013 :D Zapraszam :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz