niedziela, 13 października 2013

Rozdzial 2

  Wykonczona operacją, która na szczęście się udała, wróciłam do domu. Zamknęłam za sobą drzwi i od razu udałam się do kuchni. Zaświeciłam światło.
-Hej. - powiedziała Sabina.
Zamrłam ze strachu.
-Nie strasz mnie. - powiedziałam.
-Przepraszam. - uśmiechnęła się do mnie.
Podeszłam do lodówki i wyjęłam sok pomarańczowy i nalałam go do szklanki. Usiadłam przy stole na przeciwko przyjaciółki.
-Stało się coś? - zapytała.
Pokiwałam głową.
-Słucham... - zachęciłą do rozmowy.
-Operowałam dzisiaj złamaną ręke Kubiaka. - powiedziałam i upiłąm łyk soku.
-Myślałam, że to tylko jakieś plotki.
Pokręciłąm głową.
-Coś poważnego? - widać bardzo się przejeła.
-Poskłądałam ją razem z ordynatorem. Do siatkówki prędko nie wróci. - powiedziałąm wyraźnie przygnębiona.
-Cholera...
-Bartman był w szpitalu.
-I? - zapytała.
-Pytał mnie o Michała.
-A ty co na to?
Wzruszyłam ramionami.
-Nie mogłam udzielić inforamcji. - powiedziałam od tak.
-No ale... - zacięła się. - Mogłaś dla niego zrobić wyjątek.
-Bo jest siatkarzem, a ja lubię siatkówkę? - pokiwała głową. - Bardzo dobrze wiesz, że nie mogłam nic powiedzieć.
-Wiem. - uśmiechnęła się. - Dobra. Idę spać bo mam jutro dyżur.
Pocałowała mnie w policzek i udała się do swojego pokoju. Siedziałam dłuższą chwilę przy stole zastanawiając się nad sensem życia. Spojrzałam na kalendarz. Niby taki zwyczajny poniedziałek, ale jednak niezmiernie pechowy. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i włączyłam dzwięki. Pielęgniarka obiecała zadzwonić do mnie kiedy tylko poprawi się stan Michała. Nie wiem co się tak nastawiłam. Nie powinnam. Przecież to taki sam pacjent jak inny. Pokręciłam głową. Udałam się do łązienki, umyłam dokłądnie ciało i włosy. Stanęłam przed lustrem i przyglądałam się mojemu odbiciu. Co się stało z tą łązdą szatynką z falowanymi włosami, niebieskimi oczami i tak wybuchowym charaktrerem, że niejedna bomba mogłaby pozazdrościć. Czyżby Aga Orda dorosła i stała się poważną panią doktor? Pokręciłam głową. Udałam się do mojego pokoju i przygotowałam sobie ubrania na jutrzejszy dzień. Ale się cieszyłąm, że nie mam dziś dyżuru. Co za szczęście. Bardzo szybko zasnęłam. Obudził mnie budzik dokłądnie o 5:30. Tak jak chciałam. Ubrałam się, zjadłam i uczesałam. Byłam gotowa do pracy. Obudziłam po drodze Sabine, która miała na później bo miałą mase zabiegów i musiała być wyspana. Wsiadłam do mojego autka i ruszyłam w stronę szpitala.
-Hej. - powiedział Przemek kiedy udawałąm sie już do szpitala.
-Cześć. - uśmiechnęłam się lekko.
-6:22 a ty już w pracy? - uniusł jedną brew.
-Ja widać.
Uśmiechnęłam się.
-Nie poznaję cię Aguś. Studia jednak zmieniają ludzić.
-Na lepsze czy gorsze? - zapytałam z uśmiechem.
-Patrząc na to jaka byłaś fajna przed studiami, to na gorsze. - uśmiechnął się promiennie.
-Oj Przemuś. - usmeichnęlam się.
-Zawsze do usług. Pamiętaj.
Oboje udaliśmy się do pokoju lekarskiego, gdzie przebraliśmy się w ciuszki szpitalne. Powkłądałam niepotrzebne rzeczy do szafki. Udałam się do pokoju narad, gdzie po zakończeniu wymiany zdań na temat leczenia pacjentów mieliśmy się udać na obchód. Dzisiaj nie byłam moja kolej, więc miałam czas na papierkowe roboty. Aż mi się nie uśmiechało i miałam niecny plan wrypania tego zadania jakiejś stażysce. O tak! Kiedy skończyliśmy wymianę zdań wrciłam do pokoju lekarskiego. Posprawdzałam w dokumentacji co u moich pacjentów.
-Hej. - przywitała się Sabina, która dopiero dotarła do pracy.
-Cześć.
-I jak tam nasz siatkarz? - zapytała i ściągneła kurtke.
-Właśnie się do niego wybirałam.
Uśmiechnęłam się przelotnie i udałam się do kubiakowej sali numer 210. Weszłam do środka, a pacjent był już wybudzony. Uśmiechnęłam się do niego i chwyciłam kartę. Pouzupełniałam nowymi danymi i zwróciłam się do niego.
-Jak się pan czuje? - zapytałam.
-Jaki pan. Michał. - powiedział troche sennie.
-W takim razie Michale jak się czujesz? - położyłam dłonie na oparci krzesła, które satało obok łóżka.
-Bywało lepiej. - odparł.
-Kiedy minie działanie leków przeciwbólowych może być gorzej. Wtedy proszę zawołać pielęgniarkę i wtedy panu... - popatrzył na mnie surowo. - ...I wtedy Tobie. - poprawiłąm się. - Coś poda.
-A siatkówka? - zapytał nieśmiało.
Usiadłam na krześle.
-Jest za wsześnie na takie rozmowy, ale musisz wiedzieć, że złamanie było poważne. Nieprędko wrócisz. - uśmiechnęłam się smutno.
-Ladna branzoletka. - powiedział wyraźnie chcąc zmienić temat.
Popatrzyłam na moją dłoń. Widniałą tam branzoletka z napisem "Volleyball <3". Automatycznie się uśmiechnęłam. Dostałam ją od Sabiny na 23 urodziny.
-Lubi pani siatkókę? - zapytał.
Ja tylko pokiwałam głową.
-Muszę iść do pacjentów. - oświadczyłam i wstałam.
-Wpanie pani jeszcze?
-Oczywiście.
Uśmiechnęłam się do niego przelotnie i opóściłam sale. Działo się ze mną coś niedobrego. Co ja zrobiłam! Nie powinnam wdawać się z nim w jakąkolwiek dyskusje. Mam przecież innych pacjentów, którzy czekają na moją pomoc, a nie na to, że będe sobie dyskutować w najlepsze z siatkarzem. Jeszcze nam tylko kawki brakowało. Spojrzałam na grafik operacji w pokoju lekarzy. Za pół godziny miałam planową operacje razem z Sabiną. Udałam się w okolice bloku opreracyjnego, aby przygotować się. 

    -Gadałaś z nim? - zapytała mnie Sabina.
Pikiwałam głową.
-O czym? - dopytywała się i usiadła na blacie kuchennym.
-O nim. - rzuciłam i dokończyłam naleśnika.
-No daj jakieś szczegóły. - nalegała.
-No chciał wiedzieć kiedy może wrócić. - powiedziałam i ugryzłam kawałek.
-Od ciebie coś wyciągnąć to z cudem się równa. - powiedziała i udała się do swojego pokoju.
Pokręciłam głową. Zjadłam do końca i umyłam naczynia. Zrobiłam sobie ciepłej herbatki. Usiadłam na balkonie i dłonie oplotłam wokół ciepłego od napoju kubka. Patrzyłam na auta na dole mijają się i zatrzymują na cerwonym świetle. Już przyzwyczaiłam się do hałasu panującego w centrum Katowic. Na początku była to istna mordęga wytrzymać chociaż noc przy otwartym oknie. Uśmiechnęłam się do siebie, dokończyłam herbatę i wróciłam do mieszkania. Spojrzałam na zegarek. Nie było jeszcze aż tak późno. Postanowiłam zrobić coś czego jeszcze nigdy nie robiłam.

    -Gdzie byłaś? - w drzwiach od mieszkania powitała mnie przyjaciółka.
-Biegać. - powiedziałam ściągając buty.
-Biegać? Przecież ty nie lubisz biegać.
-Ale musiałam się wyrwać z domu ok? Musiałam odreagować. - przeszłam obojętnie obok Sabiny i weszłam do pokoju.
Usiadłam na łóżku. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Schowałam twarz w dłonie. Zdecydowanie nie byłam w najlepszej kondycji. Zarówno fizycznej, o czym przekonałam sie biegając, oraz psychicznej. Czyżby wspomnienie o Mateuszu się odezwało? Nie chciałam o nim pamiętać, a w szczególności i o tym co mi zrbił. Mateusz był moim chłopakiem. Bardzo byłam do niego przywiązana bo byliśmy ze sobą trzy lata. W pewnym momęcie wydało się, że mnie zdradza. To był nóż w plecy. Załamałam się, ale wtedy dzięki pracy nie stoczyłam się na dno. Bałam się, że to powróci z dwojoną siłą.

____
Przepraszam, że takie opóźnienie, ale nie miałam czasu. Miłego czytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz