niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdzial 4

   -To co wczoraj widziałaś... - zaczęła niepewnie Sabina.
Siedziałam przy stole i zajadałam się kanapką. Dyżur miałam dopiero wieczorem.
-Nic się Sabcia nie stało. - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-To tylko mój kolega... - dalej wałkowała temat.
-Ale mi się nie musisz tłumaczyć wiesz o tym.
-Wiem. - powiedziała i spóściła głowę.
-To czemu to robisz? - odłożyłam kanapkę i odwróciłam się w jej stronę.
-Bo... On mi się cholernie podoba. A ja jemu... Chyba nie. - powiedziałą niepewnie.
-To czemu się go nie zapytasz?
No tak. Ja i moje niezawodne rady. Łatwo komuś doradzać, a sama tego nie zrobię.
-Boje się. - powiedziała cichym głosem.
Wyglądała jak mała dziewczynka. Wstałam z krzesła i mcno ją przytuliłam.
-A teraz na dużur. - powiedziałam.
DZiewczyna się zaśmiała, dała causa w policzek i wyparowała się przygotować. Ja w tym czasie posprzątałam po śniadaniu i ubrałam się. Mój plan na dzisiaj to nic nie robienie. W sam raz. Już dawno tego nie robiłam. PRzyjaciółka wyszła, a ja zamknęłam za nią drzwi. Zrobiłam sobie herbatkę i usiadłam przed telewizorem co nie było dobrym pomysłem, bo nic ciekawego w nim nie było. Posiedziałam w różnych pozycjach na kanapie, ale czas dalej płynął tak jakoś wolno. No i po raz kolejny pojawił się pomysł, żebym pobiegała...

     -Cześć. - przyitałam się z Przemkiem, który jak zwykle musiał mieć dużur wtedy co ja.
-O cześć Agatka. - uśmiechnął się.
-Nie mó tak do mnie bo czuje się jak małe dziecko. - zaśmiałam się i zaczęłam przebiarać.
-O przepraszam. Kiedyś to ci nie przeszkadzało.
-DOrosłam. - zasmiałam się.
Dokończyłam się przebierać. Udałąm się na mały obchód, aby zobaczyć co tam u moich pacjentów. Jak zwykle moje krorki powędrowały do sali Kubiaka. Kiedy na nią weszłam on nie był obecny. To znaczy był tam cały czas, ale spał. Stwierdziłam że wygląda słodko. Potrząsnęłam głową zrezygnowana i udałam się dalej.

    Mój dużur dobiegał końca. Była 8 rano, a ja ledwo trzymałam się na nogach. Zdecydowanie powinnam była się przespać przed przyjściem do szpitala, bo wiem czym może się to skończyć, bo nie pierwszy raz mam nocny dyżur. Jeśli to tylko możliwe biore ten w dzień, bo lepiej mi się później funkcjnuje. Ale jako lekarz, a na dodatek chirurg będe musiała cierpieć takie rzeczy. Czego nie robi się dla pacjentów.
-Koniec? - zapytał Przemek.
Pokiwałam głową. Siedziałam na krześle nad papierami, ale nie byłam w stanie ich wypełnić. POstanowiłam przekazać je Sabinie. Na pewno nie będzie miała dużo do roboty.
-Miłęgo dnia. - powiedział Przemek, a ja tylko przelotnie się do niego uśmiechnęłam.
Ruszyłam w kienurku sali, w której byłam zeszłej nocy. Tym razem Michał nie spał, tylko zajadał się szpitalnym jedzeniem. Na mój widok lekko się uśmiechnął.
-I jak? - zapytałam spoglądając na kartę.
-Dużo lepiej. - promiennie się uśmiechnął.
-Wygląda na to, że za niedługo się pożegnamy. - powiedziałam kładąc karte na swoje miejsce.
-A tu jest tak miło.
-Widzisz. - zaśmiałam się. - Ale o treningach możesz zapomieć.
Pokiwał głową wyraźnie tym faktem zmartwionym. Ale po chwili znowu się uśmiechnął.
-I w końcu pani się ze mną umówi? - zapytał uśmiechnięty.
-Zobaczymy. - zaśmiałam się i miałam już wychodzić, ale głos siatakrza mnie zatrzymał.
-Zaczniemy od telefonu.
Gwałtownie się odwróciłam i promiennie się uśmiechnęłam.
-Może jutro. JEstem zmęczona po dyrzuże i ledwo czymam się na nogach.
-W takim razie nie zatrzymuje pani... - posłał mi uśmiech.
-Aga. - powiedziałąm. - Mów mi Aga.
-Dobrze. DO jutra? - zapytał wyraźnie z nadzieją.
-Do jutra.
Opuściłam sale z uśmiechem. Dziś byłam jakoś niepokojąco szczęśliwa pomimo dość męczoncego dyżuru. Spotkamy się jutro rano i to będzie raczej nasze ostatnie spotkanie. Wróciłam do domu i od razu położyłam się do łóża. Miałam zamiar przespać cały dzień.
_______

W końcu coś dodaję. Ale wiem, że spieprzyłam. Przepraszam...
  

poniedziałek, 2 grudnia 2013

....

Pisze bo chciałam się z Wami pożęgnać tak jak na blogu nr. 2. Mam nadzieję, że się nie gniewacie na mnie bardzo. I tak to opowiadanie było nudne i do przewidzenia ( przynajmniej taka była moja ocena ). Główni bohaterowie mieli się zejść po tak zwanych DŁUGICH, A CIĘŻKICH i mieli sobie żyć dłogo i szczęśliwie z gromadką dzieci i domkiem w górach. No ale tak nie będzie bo ja odeszłam. Więc jeszcze raz PRZEPRASZAM i mam nadzieję, że ktoś czasem wpada na tego bloga poczytać to, co do tej pory zamieściłam. I tak jak napisałam na blogu nr. 2 mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś tu pojawię! BUZIAKI: When We Stand Together :***

czwartek, 17 października 2013

Rozdział 3

   -Aguś... - do mojego pokoju weszłą Sabina.
Usiadłam na łóżku i spojrzałam na zaegarek. To już czwartek? Mam dzisiaj dużur i muszę się zbierać.
-Stało się coś? - zapytałam przecierając oczy.
-Chciałam cię przeprosić za wczoraj. - usiadła na skraju łóżka.
-Ja ciebie też. Zachowałam się conajmniej... dziwnie. - uśmiechnęłam się lekko do niej.
-No chodź tu. - powiedziała i mocno się do mnie przytuliła. - Masz ochotę na jajecznice?
-Wiesz co, bardzo chętnie, ale za pół godziny muszę być w szpitalu.
-Rozumiem. - uśmiechnęła się. - Zjemy razem kolacje.
-DObrze. - ucłowałąm ją w policzek i poleciałam do łazienki.
Po 15 minutach byłam już gotowa i wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę szpitala. Spóźniona 10 minut wpadłam na oddział.
-Widzę, że Aga Orda powróciła. - zaśmiał się Przemek.
-Bardzo śmieszne. - walnęłam go w ramie.
-Dla mnie lepiej. - uśmiechnął się. - Aguś...
-Co mam dla ciebie zrobić mistrzu? - zaśmiałam się i zaczęłam przebierać.
-Mam pacjęta.
-Skonsultowa? - zapytałam i uniosłam brew.
Krzyszczak pokiwał głową. Uśmiechnęłam się do niego i włożyłam stetoskop do keiszeni i założyłam indetyfikator.
-Do usług. - zaśmiałam się.

   -Lepiej wziąść z serem czy powidłem?
Sabina stała w bufecie i zastanawiała się jaką drożdżówkę wziąść.
-Ja poproszę tylko kawę. - powiedziałam do pani Joli.
-Nic dzisiaj nie jadłaś.
-Bo nie jestem głodna. - powiedziałam i zapłaciłam za kawę.
Usiadłyśmy przy jednym ze stolików. Upiłam łyk. Sabina wzieła jednak tą z serem. Zajadała się wilkimi kawałkami.
-BYłaś dzisiaj u Kubiaka? - zapytała.
Pokręciłąm przecząco głową.
-To twój pacjent. - powiedziała.
-Wiem.
-I...? - ugryzła kawałek.
-Mam zamiar go dopiero odwiedzić. Ale najpierw skończe kawę.
-Oj Aga. On tam sobie samotnie leży na Oiomie a ty? - pokręciła głową.
-Widziałam na korytarzu Bartmana z jakąś dziewczyną. - powiedziałam.
-I od razu myślisz, że to Michała. - pokiwłam głową. - Z tego co wiem nie ma nikogo.
-Moge wiedzieć czemu mi to mówisz? - uniosłam brew.
-Jakieś kosmiczne siły ciągną was ku sobie. - powiedziała całkiem poważnie.
Ja tylko parschnęłam śmiechem.
-Zero zrozumienia. - powiedziała i dokończyłą drożdżówke.
-Ale ty mówisz takie gupoty, że nie mogłam się powstrzymać. - uśmiechnęłam się. - Nie obrazisz się?
-Zastnowie się.
Dokończyłam kawę i pożęgnałam się z przyjaciółką. Udałam się do sali Kubiaka. Podeszłam do łóżka, gdzie siedział Zbyszek, jakaś dziewczyna, a na łóżku leżał mój pacjent.
-Dzień dobry. - przywitałam się.
-Dzień dobry. - powiedział Zibi wlepiając we mnie wzork.
Na to dziewczyna siedząca obok walnęła go w ramie. Od razu się odwrócił.
-Jak się pan czuje? - zapytałam Kubiaka.
Spiorunował mnie wzrokiem.
-Przepraszam. Jak się czujesz Michale?
-Od razu lepiej. - uśmiechnął się. - Dobrze.
Uzupełniłam coś w karcie pacjenta.
-A co z kawą? - zapytał po chwili.
Gwałtownie się odwróciłam.
-Nie umawiam się z pacjentami. - słodko się uśmiechnęłam i wyszłam.
Wyszłam z sali i kierowałam się ku pokojowi lekarskiemu. Podleciał do mnie Przemek.
-Umów się ze mną. - powiedział z uśmiechem na ustach.
-Proszę? - popatrzyłąm na niego jak na wariata.
-Mam dwa bilety na mecz Jastrzębskiego za dwa tygodnie. - powiedział wyraźnie z siebie dumny.
-Muszę sprawdzić w grafiku.
-Nie masz co sprawdzać. Załatwimy sobie najwyżej urlop. No proszę. - przystanął i odwrócił się w moją stronę. - Wiem, że lubisz siatkę.
-Przekonałeś mnie. - zaśmiałąm się.
Przemek dał mi casa w policzek i odszedł.
-Pani doktor. Wołają panią na SOR. - powiedziała pielęgniarka.
Nawet nie zauważyłam jak się obok mnie pojawiła. Pokiwałam głową i popędziłam  skazane miejsce.

   Wróciłam do domu dwie godziny później niż normalnie powinnam. Takie są uroki mojego zawodu, ale ja nie nażekam. Usiadłam na kanapie i oparłam głowę. Zamknęłam oczy, aby oderwać się od otaczającego mnie świata. Może by mi się to udało, gdyby nie Sabina, która przyprowadziła do mieszkania jakiegoś chłopaka.
-Cześć. - przywitał się nieśmiało.
Otworzyłam gwałtownie oczy. Chłopak był dość wysokim blondynem i miał niebieskie oczy. Wyglądał niemożliwie słodko i już wiedziałam czemu Sabina się w nim zabujała. Bo jak inaczej można wytłumaczyć to, że obcy facet pałęta mi się po mieszkaniu?
-Hej. - powiedziałam i podałam mu dłoń. - Aga.
-Kuba. - powiedział odwzajemniając uścisk.
-A wy ten tegest? - zapytałam.
Chłopak się zaśmiał, a Sabina widocznie zaczerwieniła.
-Czyli nie. - uśmiechnęłam się. - Ale nie przejmujcie się. Będziecie tworzyć ładną parę.
Sabina stała jak wmurowana w podłogę. Pożegnałam się z nimi i weszłam do swojego pokoju.

wtorek, 15 października 2013

Zaproszenie

Wchodzicie na bloga i pewnie myślicie, że to kolejny rozdział a tu nie :D Chciałam Was tylko zaprosić na mojego kolejnego bloga http://jestesoddychaszmarzysz.blogspot.com/ Mam nadzieję, że się spodoba :D A co do kolejnego rozdziału to już go pisze i na pewno pojawi się w tym tygodniu :D

niedziela, 13 października 2013

Rozdzial 2

  Wykonczona operacją, która na szczęście się udała, wróciłam do domu. Zamknęłam za sobą drzwi i od razu udałam się do kuchni. Zaświeciłam światło.
-Hej. - powiedziała Sabina.
Zamrłam ze strachu.
-Nie strasz mnie. - powiedziałam.
-Przepraszam. - uśmiechnęła się do mnie.
Podeszłam do lodówki i wyjęłam sok pomarańczowy i nalałam go do szklanki. Usiadłam przy stole na przeciwko przyjaciółki.
-Stało się coś? - zapytała.
Pokiwałam głową.
-Słucham... - zachęciłą do rozmowy.
-Operowałam dzisiaj złamaną ręke Kubiaka. - powiedziałam i upiłąm łyk soku.
-Myślałam, że to tylko jakieś plotki.
Pokręciłąm głową.
-Coś poważnego? - widać bardzo się przejeła.
-Poskłądałam ją razem z ordynatorem. Do siatkówki prędko nie wróci. - powiedziałąm wyraźnie przygnębiona.
-Cholera...
-Bartman był w szpitalu.
-I? - zapytała.
-Pytał mnie o Michała.
-A ty co na to?
Wzruszyłam ramionami.
-Nie mogłam udzielić inforamcji. - powiedziałam od tak.
-No ale... - zacięła się. - Mogłaś dla niego zrobić wyjątek.
-Bo jest siatkarzem, a ja lubię siatkówkę? - pokiwała głową. - Bardzo dobrze wiesz, że nie mogłam nic powiedzieć.
-Wiem. - uśmiechnęła się. - Dobra. Idę spać bo mam jutro dyżur.
Pocałowała mnie w policzek i udała się do swojego pokoju. Siedziałam dłuższą chwilę przy stole zastanawiając się nad sensem życia. Spojrzałam na kalendarz. Niby taki zwyczajny poniedziałek, ale jednak niezmiernie pechowy. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i włączyłam dzwięki. Pielęgniarka obiecała zadzwonić do mnie kiedy tylko poprawi się stan Michała. Nie wiem co się tak nastawiłam. Nie powinnam. Przecież to taki sam pacjent jak inny. Pokręciłam głową. Udałam się do łązienki, umyłam dokłądnie ciało i włosy. Stanęłam przed lustrem i przyglądałam się mojemu odbiciu. Co się stało z tą łązdą szatynką z falowanymi włosami, niebieskimi oczami i tak wybuchowym charaktrerem, że niejedna bomba mogłaby pozazdrościć. Czyżby Aga Orda dorosła i stała się poważną panią doktor? Pokręciłam głową. Udałam się do mojego pokoju i przygotowałam sobie ubrania na jutrzejszy dzień. Ale się cieszyłąm, że nie mam dziś dyżuru. Co za szczęście. Bardzo szybko zasnęłam. Obudził mnie budzik dokłądnie o 5:30. Tak jak chciałam. Ubrałam się, zjadłam i uczesałam. Byłam gotowa do pracy. Obudziłam po drodze Sabine, która miała na później bo miałą mase zabiegów i musiała być wyspana. Wsiadłam do mojego autka i ruszyłam w stronę szpitala.
-Hej. - powiedział Przemek kiedy udawałąm sie już do szpitala.
-Cześć. - uśmiechnęłam się lekko.
-6:22 a ty już w pracy? - uniusł jedną brew.
-Ja widać.
Uśmiechnęłam się.
-Nie poznaję cię Aguś. Studia jednak zmieniają ludzić.
-Na lepsze czy gorsze? - zapytałam z uśmiechem.
-Patrząc na to jaka byłaś fajna przed studiami, to na gorsze. - uśmiechnął się promiennie.
-Oj Przemuś. - usmeichnęlam się.
-Zawsze do usług. Pamiętaj.
Oboje udaliśmy się do pokoju lekarskiego, gdzie przebraliśmy się w ciuszki szpitalne. Powkłądałam niepotrzebne rzeczy do szafki. Udałam się do pokoju narad, gdzie po zakończeniu wymiany zdań na temat leczenia pacjentów mieliśmy się udać na obchód. Dzisiaj nie byłam moja kolej, więc miałam czas na papierkowe roboty. Aż mi się nie uśmiechało i miałam niecny plan wrypania tego zadania jakiejś stażysce. O tak! Kiedy skończyliśmy wymianę zdań wrciłam do pokoju lekarskiego. Posprawdzałam w dokumentacji co u moich pacjentów.
-Hej. - przywitała się Sabina, która dopiero dotarła do pracy.
-Cześć.
-I jak tam nasz siatkarz? - zapytała i ściągneła kurtke.
-Właśnie się do niego wybirałam.
Uśmiechnęłam się przelotnie i udałam się do kubiakowej sali numer 210. Weszłam do środka, a pacjent był już wybudzony. Uśmiechnęłam się do niego i chwyciłam kartę. Pouzupełniałam nowymi danymi i zwróciłam się do niego.
-Jak się pan czuje? - zapytałam.
-Jaki pan. Michał. - powiedział troche sennie.
-W takim razie Michale jak się czujesz? - położyłam dłonie na oparci krzesła, które satało obok łóżka.
-Bywało lepiej. - odparł.
-Kiedy minie działanie leków przeciwbólowych może być gorzej. Wtedy proszę zawołać pielęgniarkę i wtedy panu... - popatrzył na mnie surowo. - ...I wtedy Tobie. - poprawiłąm się. - Coś poda.
-A siatkówka? - zapytał nieśmiało.
Usiadłam na krześle.
-Jest za wsześnie na takie rozmowy, ale musisz wiedzieć, że złamanie było poważne. Nieprędko wrócisz. - uśmiechnęłam się smutno.
-Ladna branzoletka. - powiedział wyraźnie chcąc zmienić temat.
Popatrzyłam na moją dłoń. Widniałą tam branzoletka z napisem "Volleyball <3". Automatycznie się uśmiechnęłam. Dostałam ją od Sabiny na 23 urodziny.
-Lubi pani siatkókę? - zapytał.
Ja tylko pokiwałam głową.
-Muszę iść do pacjentów. - oświadczyłam i wstałam.
-Wpanie pani jeszcze?
-Oczywiście.
Uśmiechnęłam się do niego przelotnie i opóściłam sale. Działo się ze mną coś niedobrego. Co ja zrobiłam! Nie powinnam wdawać się z nim w jakąkolwiek dyskusje. Mam przecież innych pacjentów, którzy czekają na moją pomoc, a nie na to, że będe sobie dyskutować w najlepsze z siatkarzem. Jeszcze nam tylko kawki brakowało. Spojrzałam na grafik operacji w pokoju lekarzy. Za pół godziny miałam planową operacje razem z Sabiną. Udałam się w okolice bloku opreracyjnego, aby przygotować się. 

    -Gadałaś z nim? - zapytała mnie Sabina.
Pikiwałam głową.
-O czym? - dopytywała się i usiadła na blacie kuchennym.
-O nim. - rzuciłam i dokończyłam naleśnika.
-No daj jakieś szczegóły. - nalegała.
-No chciał wiedzieć kiedy może wrócić. - powiedziałam i ugryzłam kawałek.
-Od ciebie coś wyciągnąć to z cudem się równa. - powiedziała i udała się do swojego pokoju.
Pokręciłam głową. Zjadłam do końca i umyłam naczynia. Zrobiłam sobie ciepłej herbatki. Usiadłam na balkonie i dłonie oplotłam wokół ciepłego od napoju kubka. Patrzyłam na auta na dole mijają się i zatrzymują na cerwonym świetle. Już przyzwyczaiłam się do hałasu panującego w centrum Katowic. Na początku była to istna mordęga wytrzymać chociaż noc przy otwartym oknie. Uśmiechnęłam się do siebie, dokończyłam herbatę i wróciłam do mieszkania. Spojrzałam na zegarek. Nie było jeszcze aż tak późno. Postanowiłam zrobić coś czego jeszcze nigdy nie robiłam.

    -Gdzie byłaś? - w drzwiach od mieszkania powitała mnie przyjaciółka.
-Biegać. - powiedziałam ściągając buty.
-Biegać? Przecież ty nie lubisz biegać.
-Ale musiałam się wyrwać z domu ok? Musiałam odreagować. - przeszłam obojętnie obok Sabiny i weszłam do pokoju.
Usiadłam na łóżku. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Schowałam twarz w dłonie. Zdecydowanie nie byłam w najlepszej kondycji. Zarówno fizycznej, o czym przekonałam sie biegając, oraz psychicznej. Czyżby wspomnienie o Mateuszu się odezwało? Nie chciałam o nim pamiętać, a w szczególności i o tym co mi zrbił. Mateusz był moim chłopakiem. Bardzo byłam do niego przywiązana bo byliśmy ze sobą trzy lata. W pewnym momęcie wydało się, że mnie zdradza. To był nóż w plecy. Załamałam się, ale wtedy dzięki pracy nie stoczyłam się na dno. Bałam się, że to powróci z dwojoną siłą.

____
Przepraszam, że takie opóźnienie, ale nie miałam czasu. Miłego czytania.

piątek, 4 października 2013

Rozdzial 1

   Około 5 lat później...

   Kto by pomyślał, że dziś będe jedną z najlepszych studentek na roku, będe chirurgiem i właśnie będe robić specjalizację z ortopedii. Sama w to nie wierzyłam. Wiele pracy włożyłam w studia i chciałam skończyć je z jak najlepszym wynikiem. Sabina nie radziła sobie gorzej. Również jest chirurgiem, ale transplantologia to jej dziedzina.
   Odbywam specjalizacje w jednej z Katowickich klinik razem z Sabiną. Byłam odziana w biały fartuszek i siedziałam na krześle w pokoju lekarskim. Uzupełniałam właśnie papiery dotyczonce wypisu jednej z moich pacjentek kiedy do pokoju wleciała Sabina.
-Hej. - powiedziała i nalała sobie wody.
-Cześć. - uśmiechnęłam się do niej i wróciłam do papierów.
-Skonsultujesz mi pacjenta? - zapytała.
-Pewnie tylko to skończe. - powiedziałam nie odrywając się od pisnia.
-Kiedy kończysz prace?
Spojrzałam na zagarek.
-Za dwie godziny.
-Może zyskoczymy gdzieś na obiad?
-Pewnie. - wreszcie skończyłam i odłożyłam długopis. - Idę do pacjentki i wracam do ciebie.
Opóściłam dość przytulny pokój i ruszyłam w stronę sali numer 202. Kiedy już prawie dochodziłam zadzwonił telefon. Przez te wszystkie lata zdąrzyłam załapać, że powinnam go odebrać.
-Halo. - powiedziałam.
-Tu przemek. - powiedział dobry kolega. - Potrzebujemy cię na SOR. Mężczyzna z wypadku.
-Już idę. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Złożyłam papier na pół i popędziłam po schodach na sam dół kliniki na tzw. Szpitalny Oddział Ratunkowy (skrót: SOR).
-Co się dzieje? - spytałam kiedy weszłam przez drzwi.
-Mężczyzna 24 lata. Prowadził auto i ktoś w niego wjechał. Podejrzenie złamania prawej ręki i lewej nogi. Ciśnienie w normie. Pacjent nieprzytomny.
Podeszłam bliżej i poświeciłam latarką po jego oczach. Reagowały.
-Rendgen ręki, nogi i głowy. A i proszę pobrać krew na podstawowe badania. - powiedziałam.
Ściągnęłam rękawiczki i odeszłam trochę na bok, aby mogli wyjechać łóżkiem. Podeszłam i założyłam pacjentowi kartę. Powoli zaczynałam ją uzupełniać.
-Co o tym myślisz? - zapytał Przemek.
-Na moje oko to nic poważnego. Ale musisz to skonsultować z ordynatorem, albo kimś bardziej doświaczonym.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Wiesz kto to jest? - zapytał po chwili.
-Nie. A powinnam? - popatrzyłam na niego.
-To ty jesteś specjalistką od siatkówki.
Spojrzałam na niego pytająco, ale on tylko się uśmiechnął i wyszedł. Pokręciłam zrezygnowana głową i wróciłam do uzupełniania papierów. Imię i nazwisko. Utchnęłam. Nie mogłam tego uzupełnić nie wiedząc kim On jest. Wyszłam z sali.
-Przepraszam. Szukam doktora Ordy. - powiedział mężczyzna nagle wyrastając przede mną.
-Agnieszka Orda. W czym mogę pomóc? - podałam mu dłoń.
-Zbyszek Bartman. Ja chciałbym się zapytać co z moim przyjacielem. Przywieziono go tu przed chwilą.
-Z wypadku? - zaczynałam sobie wszystko jakoś łączyć w całość.
-Tak. - powiedział.
-Pan zdaje się nie z rodziny. - spojrzałam na niego uważnie.
Pokręcił głową.
-Nie mogę udzielić panu żadnych informacji. Przykro mi. - powiedziałam.
-Nie da się zrobić małego wyjątku.
-Niestety nie. - powiedziałam i odeszłam od Bartmana.

   -Wyniki Kubiaka. - Przemek podał mi kilka kartek papieru.
-A zdjęcie masz? - zapytałam, a on mi je podał. - Złamana ręke z przemieszczeniem. - powiedziałam oglądając. - Ale na szczęście noga tylko skręcona.
-Co chcesz zrobić? - zapytał również się przyglądając.
-Poproszę doktora Jabuba o konsultacje, ale wydaje mi się, że to złamanie operacyjne.
-Wiesz co to dla niego oznacza. - popatrzył na mnie.
-Zrobię wszystko żeby mógł wrócić do siatkówki.
Wzięłam zdjęcie i ruszyłam do gabineru ordynatora. Zapukałam do drzwi. Kiedy usłyszałam "Proszę" weszłam do środka.
-Można? - zapytałam.
-Pewnie Aga siadaj. - usiadłam i podałam mu zdjęcie Michała.
-Operacyjne. - powiedział po chwili. - Chcesz mi asystować?
-Oczywiście. - powiedziałam. - Jest tylko jedem mały problem.
Ściągnął okulary i uważnie mi się przyjrzał.
-On jest siatkarzem. - powiedziałam. - I to dość znanym.
Ordynator pokiwał głową.
-Zrobimy wszystko co w naszej mocy. - powiedział z uśmiechem. - A teraz leć przygotować blok i się myć.
-Oczywiście. - uśmiechnęłam się i opóściłam jego pokój.

  Przygotowywałąm się do operacji. Dokładnie umyłam ręce i patrzyłam przez szybę jak anestezjolog przygotowywuje pacjenta do operacji. Ślepo byłam zapatrzona w obraze. Po raz pierwszy od rozpoczęcia mojej przygody z medycynom.
-Pani doktor. - powiedziała pielęgniarka. - Pacjent już gotowy.
-Dziękuje. - powiedziałam. -Czekamy jeszcze na ordynatora.
Ona tylko pokiwała głową, a ja dokończyłam mycie rąk. Weszłam na blok i założyłam fartuszek oraz rękawiczki. PO chwili pojawił się ordynator...

____
Kolejny rozdział w poniedziałek 7 października 2013 :D Zapraszam :D

wtorek, 1 października 2013

Prolog

    Podobno studia to najlepszy okres w życiu człowieka. Więc co mi tak szkodziło. Podeszłam do egzaminu na studia. Moim znajomym, rodzicą z resztą też, szczeny opadły kiedy dowiedzieli się, że wybieram się na medycyne. Sama nie wiem czemu akurat to. Co mnie podkusiło to nie wiem. Nie, właściwie to była moja przyjaciółka Sabina. Z gupa poszłam i napisałam. Zdziwienie moje było ogromne, kiedy dowiedziałam się, że przeprowadzka do Katowic będzie nieunikniona bo się dostałam. Można powiedzieć, że się załamałam, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Byłam świadoma tego, że będe musiała się dużo uczyć i to nawet po nocach i z studenckich czwartków raczej nici. Ale od dziecka chciałam grzebać w człowieku i przykładałam się do biologii. 
   No i w końcu przeprowadziłam się do Katowic. Jedna strona była tego dobra, jeśli nie najlepsza. Stąd było niedaleko do Jastrzębia - Zdrój. Nie ukrywam, od lat byłam zapaloną fanką siatkówki. Usiłowałam coś grać, ale jak zwykle mi nie wychodziło. Biedna ja. No ale trudno. 

-To już ostatnie. - powiedziała Sabina kładąc na podłodze jak powiedziała ostatni karton z naszymi rzeczami.
Stałam pośrodku naszego nowego mieszkania. Nowa droga, nowe znajomości i kto wie, może poznam jakiegoś przystojnego doktorka. Uśmiechnęłam się w duchu. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki. 
-To dobrze. - odpowiedziałam i zabrałam się do wypakowywania rzeczy. 
-Jutro mecz. Pamiętasz? - zapytała siadając na kanapie.
-Pamiętam. - uśmiechnęłam się do niej. - Nasz pierwszy. 
-Wiesz, że zawsze wolałam Skre. - przyznała, a ja pokiwałam głową. - No ale Jastrzębskim nie pogardzę. 
Zaśmiałam się. 
-No co? - zapytała.
-Nie, nic. - uśmiechnęłam się i wróciłam do wypakowywania rzeczy. 
Po kilku godzinach, kiedy robiło się ciemno, wyszłam ze swojego pokoju i udałam się do małej kuchni. Włączyłąm wodę na herbatę i stanęłam w drzwiach lodówki, opierając się o nie jedną ręką. Wybór był naprawdę trudny. Kanapka z serem, czy samym masłem. Nic innego nie miałyśmy w lodówce. 
-CO tak stoisz? - nawet nie zauważyłam kiedy obok pojawiła się Sabina. 
-Nie mogę się zdecydować. 
Dziewczyna stanęła obok mnie i zaśmiała się cicho.
-Weź ser. - powiedziała. 
-Masz rację. To właśnie na to mam ochotę tego wieczoru. 
Zrobiłam sobie kanapki oraz herbatę i usiadłam ze swoją kolacją na krześle, któe znajdowało się na tarasie. Zamknęłam oczy i poczułam jak zimne powietrze otula mą twarz. Powoli zaczynał się maj. Cudowyny miesiąc, ale jak na niego było dość zimno. Szybko wpałaszowałam swoją kolacyjkę i wróciłam do mieszkania zamykając drzwi balkonowe. Pozmywałam po sobie.

Mecz okazał się pomyślny dla Jastrzębian. Wygrali z Resovią 3:2. Mecz okazał się niesamowitym widowiskiem i bardzo dobrze się na min bawiłam. Już wtedy wiedziałam, że na pewno powrócę jeszcze na tą halę szybciej niż myśle...

_______
I o to prolog moich wypocin. Mam nadzieję, że się podoba. Rozdziały będe dodawać raz w tygoniu najprawdopodobnie w piątki i posatam się pisać je dłuższe. Pozdrawiam!