czwartek, 17 października 2013

Rozdział 3

   -Aguś... - do mojego pokoju weszłą Sabina.
Usiadłam na łóżku i spojrzałam na zaegarek. To już czwartek? Mam dzisiaj dużur i muszę się zbierać.
-Stało się coś? - zapytałam przecierając oczy.
-Chciałam cię przeprosić za wczoraj. - usiadła na skraju łóżka.
-Ja ciebie też. Zachowałam się conajmniej... dziwnie. - uśmiechnęłam się lekko do niej.
-No chodź tu. - powiedziała i mocno się do mnie przytuliła. - Masz ochotę na jajecznice?
-Wiesz co, bardzo chętnie, ale za pół godziny muszę być w szpitalu.
-Rozumiem. - uśmiechnęła się. - Zjemy razem kolacje.
-DObrze. - ucłowałąm ją w policzek i poleciałam do łazienki.
Po 15 minutach byłam już gotowa i wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę szpitala. Spóźniona 10 minut wpadłam na oddział.
-Widzę, że Aga Orda powróciła. - zaśmiał się Przemek.
-Bardzo śmieszne. - walnęłam go w ramie.
-Dla mnie lepiej. - uśmiechnął się. - Aguś...
-Co mam dla ciebie zrobić mistrzu? - zaśmiałam się i zaczęłam przebierać.
-Mam pacjęta.
-Skonsultowa? - zapytałam i uniosłam brew.
Krzyszczak pokiwał głową. Uśmiechnęłam się do niego i włożyłam stetoskop do keiszeni i założyłam indetyfikator.
-Do usług. - zaśmiałam się.

   -Lepiej wziąść z serem czy powidłem?
Sabina stała w bufecie i zastanawiała się jaką drożdżówkę wziąść.
-Ja poproszę tylko kawę. - powiedziałam do pani Joli.
-Nic dzisiaj nie jadłaś.
-Bo nie jestem głodna. - powiedziałam i zapłaciłam za kawę.
Usiadłyśmy przy jednym ze stolików. Upiłam łyk. Sabina wzieła jednak tą z serem. Zajadała się wilkimi kawałkami.
-BYłaś dzisiaj u Kubiaka? - zapytała.
Pokręciłąm przecząco głową.
-To twój pacjent. - powiedziała.
-Wiem.
-I...? - ugryzła kawałek.
-Mam zamiar go dopiero odwiedzić. Ale najpierw skończe kawę.
-Oj Aga. On tam sobie samotnie leży na Oiomie a ty? - pokręciła głową.
-Widziałam na korytarzu Bartmana z jakąś dziewczyną. - powiedziałam.
-I od razu myślisz, że to Michała. - pokiwłam głową. - Z tego co wiem nie ma nikogo.
-Moge wiedzieć czemu mi to mówisz? - uniosłam brew.
-Jakieś kosmiczne siły ciągną was ku sobie. - powiedziała całkiem poważnie.
Ja tylko parschnęłam śmiechem.
-Zero zrozumienia. - powiedziała i dokończyłą drożdżówke.
-Ale ty mówisz takie gupoty, że nie mogłam się powstrzymać. - uśmiechnęłam się. - Nie obrazisz się?
-Zastnowie się.
Dokończyłam kawę i pożęgnałam się z przyjaciółką. Udałam się do sali Kubiaka. Podeszłam do łóżka, gdzie siedział Zbyszek, jakaś dziewczyna, a na łóżku leżał mój pacjent.
-Dzień dobry. - przywitałam się.
-Dzień dobry. - powiedział Zibi wlepiając we mnie wzork.
Na to dziewczyna siedząca obok walnęła go w ramie. Od razu się odwrócił.
-Jak się pan czuje? - zapytałam Kubiaka.
Spiorunował mnie wzrokiem.
-Przepraszam. Jak się czujesz Michale?
-Od razu lepiej. - uśmiechnął się. - Dobrze.
Uzupełniłam coś w karcie pacjenta.
-A co z kawą? - zapytał po chwili.
Gwałtownie się odwróciłam.
-Nie umawiam się z pacjentami. - słodko się uśmiechnęłam i wyszłam.
Wyszłam z sali i kierowałam się ku pokojowi lekarskiemu. Podleciał do mnie Przemek.
-Umów się ze mną. - powiedział z uśmiechem na ustach.
-Proszę? - popatrzyłąm na niego jak na wariata.
-Mam dwa bilety na mecz Jastrzębskiego za dwa tygodnie. - powiedział wyraźnie z siebie dumny.
-Muszę sprawdzić w grafiku.
-Nie masz co sprawdzać. Załatwimy sobie najwyżej urlop. No proszę. - przystanął i odwrócił się w moją stronę. - Wiem, że lubisz siatkę.
-Przekonałeś mnie. - zaśmiałąm się.
Przemek dał mi casa w policzek i odszedł.
-Pani doktor. Wołają panią na SOR. - powiedziała pielęgniarka.
Nawet nie zauważyłam jak się obok mnie pojawiła. Pokiwałam głową i popędziłam  skazane miejsce.

   Wróciłam do domu dwie godziny później niż normalnie powinnam. Takie są uroki mojego zawodu, ale ja nie nażekam. Usiadłam na kanapie i oparłam głowę. Zamknęłam oczy, aby oderwać się od otaczającego mnie świata. Może by mi się to udało, gdyby nie Sabina, która przyprowadziła do mieszkania jakiegoś chłopaka.
-Cześć. - przywitał się nieśmiało.
Otworzyłam gwałtownie oczy. Chłopak był dość wysokim blondynem i miał niebieskie oczy. Wyglądał niemożliwie słodko i już wiedziałam czemu Sabina się w nim zabujała. Bo jak inaczej można wytłumaczyć to, że obcy facet pałęta mi się po mieszkaniu?
-Hej. - powiedziałam i podałam mu dłoń. - Aga.
-Kuba. - powiedział odwzajemniając uścisk.
-A wy ten tegest? - zapytałam.
Chłopak się zaśmiał, a Sabina widocznie zaczerwieniła.
-Czyli nie. - uśmiechnęłam się. - Ale nie przejmujcie się. Będziecie tworzyć ładną parę.
Sabina stała jak wmurowana w podłogę. Pożegnałam się z nimi i weszłam do swojego pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz